Blog > Komentarze do wpisu
O zabytkach

Zawsze unikałam nieruchomości zabytkowych. Generują zdecydowanie więcej problemów, co nie koniecznie idzie w parze z wynagrodzeniem. Zdarzyło mi się ostatnio przejąć nieruchomość, co do której nie było pewności, czy jest zabytkiem, czy nie. Ani właściciele, ani dotychczasowy zarządca takie wiedzy nie posiadali. Zadzwoniłam więc do odpowiedniego urzędu, gdzie połączono mnie ze specjalistą ds zabytków. Specjalista po usłyszeniu adresu nieruchomości i sprawdzeniu gdzieś tam /zniknął na ok. 5 min/ oznajmił mi, że nieruchomość nie jest zabytkowa. Jakoś tak, patrząc na te powykręcane gzymsiki, fikuśne parapety i przede wszystkim lokalizację, nie chciało mi się w to wierzyć. Po namyśle zadzwoniłam tam jeszcze raz w celu uzyskania informacji, jak zdobyć tą informację na papierze. Znowu połączono mnie ze specjalistą, który wymienił jakie pismo mam do nich wystosować, jakie załączniki dołączyć i ile będę czekała na odpowiedź. Jednocześnie, poproszony po raz kolejny znikną na czas jakiś, sprawdził i potwierdził, że to nie jest na pewno nieruchomość zabytkowa. Dobra nasza myślę! Pismo pro forma do urzędu poszło, nieruchomością zaczęłam zarządzać, plany remontowe snuć, ku uciesze właścicieli, oferty od wykonawców zbierać. Minął miesiąc, a tu odpowiedzi nie ma, minął drugi miesiąc, to już lekko się zaniepokoiłam. Dzwonię, żeby sprawę wyjaśnić, a tu się dowiaduję, że odpowiedź przecież jest! Czeka na mnie już parę tygodni na ich dzienniku podawczym. Jakoś tak nie wpadłam na to, strasznie konwencjonalnie widać myślę....Zasuwam do tego urzędu i tu baranieję, czytając ich pismo -nieruchomość owszem nie jest wpisana do rejestru zabytków, ale, jak czytam, jest wpisana do ewidencji zabytków. Innymi słowy wszystkie prace na zewnątrz muszą być konsultowane ze wspomnianym urzędem. Czyli dokładnie to czego chciałam uniknąć. I tak wpakowałam się w nieruchomość zabytkową. Przyznam, że dużo lepiej się czułam jak tego nie wiedziałam.

wtorek, 27 lipca 2010, safira2010
Tagi: zabytki

Polecane wpisy